Kobiece dążenie do spełnienia



Rozmowa z Cafe Mamą, jak sama lubi o sobie mówić, czyli dobrze znaną tarnowianom i mieszkańcom okolic Katarzyną Walczak Nowak - pedagog, przedsiębiorcą, mamą i żoną. Kolejność zupełnie przypadkowa. Role pełnione na  najwyższych obrotach.

 

Ja: Pamiętam swoją pierwszą wizytę w Cafe. Byłam na stażu jako opiekun dzieci autystycznych, a Ty prowadziłaś dla nich warsztaty z pieczenia muffinków. Od tego czasu minęło już kilka lat. A właściwie to ile lat ma Cafe Mama?

Kasia Walczak-Nowak (,,Cafe Mama''): Działamy już 8 lat. Nie ukrywam, że to dla nas spory powód do radości, bo nie zawsze było łatwo, chociażby teraz w czasach pandemii. 

Początki mojej pracy również nie należały do łatwych, pracowałam całe dnie w kawiarnii, a gdy tylko przychodziłam do domu otwierałam laptop i odpisywałam na maile z pytaniami od klientów. Mój mąż chodził smutny, chciał spędzać ze mną więcej czasu, a ja nie miałam go skąd wziąć.

Myślę jednak, że nie dało się zrobić wówczas niczego inaczej, nic przeorganizować. Jak tak teraz patrzę to te 8 lat niesłychanie szybko minęły.

 

Ja: Opowiedz mi, jak to się stało, że otworzyłaś swoją kawiarnię?

Kasia: Właśnie na świecie pojawił się mój trzeci syn. Chodząc na spacery z nim brakowało mi miejsca, w którym mogłabym się zatrzymać i na spokojnie wypić kawę. Wprawdzie obok była galeria handlowa, ale gdy tylko wjeżdżałam wózkiem M. robił się niespokojny. 

Rozmawiając z innymi ,,osiedlowymi'' mamami miałam wrażenie, że im też brakuje takiego czegoś. Przestrzeni, w której dziecko miałoby swój kącik do zabawy lub drzemki w wózeczku, a rodzic mógłby w tym czasie napić się tej przysłowiowej kawy, zjeść coś smacznego i nakarmić dziecko. Miejsca, które ułatwiałoby integrację z innymi rodzicami, którzy przecież są w podobnej sytuacji.

A co do jedzenia. Jako mama karmiąca dużo kombinowałam z jedzeniem, przygotowywałam ,,takie'' dla moich dzieci a ,,takie'' dla mnie. I zobaczyłam, że nawet mi się to udaje. Dostrzegłam w sobie lekkość w przyrządzaniu zdrowych i smacznych posiłków.

Mój mąż od samego początku niesamowicie we mnie wierzył, namawiał żebym spróbowała. Bez niego by tego nie było.

 

Ja: Od naszej wspólnej znajomej, wiem, że pracowałaś wówczas na etacie w szkole. Byłaś już nauczycielem kontraktowym, prawda?

Kasia: Udało mi się zrobić mianowanie (stopień wyżej). Pracowałam w szkolnej świetlicy przez 10 lat, to była ciekawa praca, praca pedagoga w bezpośrednim kontakcie z dziećmi. Lubiłam im czytać, spędzać  w twórczy sposób czas.

Bardzo chciałam przynajmniej raz zostać wychowawcą, to jednak nie udawało się z powodów kadrowych. Trudno było przewidzieć, czy to się kiedyś zmieni.

A ja czułam, że chce się sprawdzić w nowej roli. Że nie do końca się spełniam. Wiesz o co mi chodzi?

 

Ja: Oczywiście. Więc ponownie zostałaś mamą i udowodniłaś, że jesteś przedsiębiorczą kobietą.

Kasia: Mój mąż tak o mnie mówi, że jestem przedsiębiorcza. Ja trochę temu wszystkiemu nie dowierzam. Mój tata sprzedawał kiedyś lody, ustawiały się do  niego długie kolejki, kolejki osób z termosami w ręku. Tata jest przedsiębiorczy, zawsze miał coś swojego.

Mnie czasem brakuje  pewności siebie, choć widzę, że praca w Cafe pomaga mi się przełamywać w wielu kwestiach.

 

Ja:  Podasz jakiś przykład?

Kasia: Na początku gdy klient prosił, aby przyrządzić mu posiłek w ciągu 5 minut, choć wiedziałam, że to fizycznie niewykonalne zastanawiałam się czy nie mogę czegoś zrobić szybciej.

I choć wiedziałam, że nie mogę, źle się z tym czułam, że właśnie nie mogę.

Dziś z większą pewnością siebie podchodzę do takiej prośby, tłumaczę na spokojnie, że przygotowanie smacznego i zdrowego jedzenia musi potrwać trochę dłużej. Jest mi jakoś łatwiej.

 

Ja: Z tego co obserwuję kobiety często w siebie nie wierzą, nie dostrzegają swojego potencjału.

Ja też uważam Cię za przedsiębiorczą kobietę. Nie bez powodu zostałaś wytypowana na billboard tarnowskiego tygodnia mody...

 

Kasia: Pamiętam ten czas. Muszę przyznać, że trochę oswajałam się z moim plakatem. Raczej nie lubiłam tamtędy przechodzić. Mój mąż z kolei wręcz przeciwnie. Namawiał do zrobienia sobie wspólnego zdjęcia.Zresztą występ w Kole Fortuny też był dla mnie stresujący, mimo że finalnie dobrze się bawiłam, będąc z chłopakami i z mężem.

 

Ja: Z tego co mówisz starasz się wychodzić ze swojej strefy komfortu, co przecież nie należy do łatwych. Ciekawi mnie co najbardziej lubisz w swojej pracy?

Kasia: Kontakt z klientem. Zdecydowanie to dla drugiego człowieka przygotowuje swoje posiłki. Zależy mi na tym, aby komuś smakowało, mam tak, że pamiętam czyjeś upodobania, zwłaszcza jeśli przychodzi do mnie któryś raz. Na przykład jedna pani bardzo lubi parmezan, więc ja przy kolejnych jej wizytach już to pamiętam i dosypuje go trochę więcej.

Cieszy mnie jak widzę czyjeś zadowolenie, jak ktoś wraca znów i znów. To mi daje też szansę na ulepszanie czegoś, bo klient też ma szansę się otworzyć i powiedzieć  coś więcej.

 

Ja: Wielu osobom wydaje się, że prowadzenie własnej działalności posiada tylko pozytywne aspekty, a przecież nie mało w tym pracy

Kasia: Tak. Myślę, że gdyby nie wsparcie męża i dziadków nie udałoby się nam to wszystko. Połączenie życia domowego z kawiarnią. Cieszę się, że udało nam się to przetrwać, że umocniliśmy relację.

Niedawno moi chłopcy (Kasia ma 3 synów) powiedzieli, że przyjdą do Cafe, żeby mi pomóc. Ucieszyło mnie to. Może pewnego dnia faktycznie dołączą do zespołu Cafe Mama?

 

Ja: Tymczasem Cafe Mama powiększyła się o nowego pracownika. Kolejna Cafe Mama czy Cafe Tata?

Kasia: Nazwa Cafe Mama oczywiście zostaje. Choć odnośnie tego wyrażenia, wiesz, że na początku

przychodzili panowie, którzy odprowadzali partnerki z dziećmi, a sami stali za drzwiami z obawą czy mogą tu wejść?

Oczywiście, że cafe jest dla każdego, niezależnie od wieku czy płci. Mamy kilku panów, którzy przychodzą do nas, tworząc coś w rodzaju towarzyskich spotkań.I to mnie bardzo cieszy.

Odnośnie Twojego pytania, tak się złożyło, że moja współpracowniczka robi sobie dłuższą przerwę w pracy,  zastanawiałam się jak to będzie, a rozwiązanie przyszło samo. Mój mąż stwierdził, ze bardzo chciałby spróbować swoich sił w kuchni. Wielokrotnie mi pomagał, ma doskonałe wyczucie smaku, świetnie gotuje. Ma kilka ciekawych pomysłów, o których dużo dyskutujemy.

Ja:Także wygląda na to, że po tylu latach małżeństwa poznacie się od jeszcze innej strony.

Kasia: Na to wygląda.

 

Ja: Dziękuje Ci za rozmowę.

Kasia:Ja również dziękuje.